„Tylko uprzedzam. Ja naprawdę źle wychodzę na zdjęciach”.
To jedno ze zdań, które słyszę przed sesjami wyjątkowo często.
Zazwyczaj zaraz po nim pojawia się jeszcze kilka. Że ktoś nie wie, jak stanąć. Że ma
jeden dobry profil, chociaż nie do końca pamięta, który. Że na zdjęciach wygląda
zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. I oczywiście klasyczne: „Nie jestem fotogeniczny”.
A później zaczynamy robić zdjęcia. Mija kilkanaście minut. Napięcie znika. Pojawia się
rozmowa, trochę ruchu, naturalna mimika. Pokazuję pierwsze kadry na ekranie
aparatu i nagle słyszę:
„To naprawdę ja?”
Tak. Dokładnie Ty.
Problem polega na tym, że większość ludzi ocenia swoją fotogeniczność na podstawie
zdjęć wykonanych w przypadkowych warunkach. Telefon trzymany zbyt blisko twarzy.
Światło z sufitu. Nieodpowiedni moment. Zdjęcie zrobione bez ostrzeżenia. Do tego stres,
który natychmiast pojawia się, kiedy ktoś kieruje w naszą stronę aparat.
Trudno na tej podstawie wyciągać wnioski. Zwłaszcza, że podczas profesjonalnej sesji
biznesowej czy wizerunkowej sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Nie jesteś niefotogeniczny. Prawdopodobnie po prostu nie lubisz być
fotografowany
A to ogromna różnica.
Fotogeniczność często traktujemy jak cechę, którą albo dostaliśmy w pakiecie, albo nie. Jedni
wychodzą dobrze na każdym zdjęciu, inni potrzebują więcej czasu, żeby zaakceptowali to co
widzą.
W praktyce wygląda to znacznie mniej tajemniczo.
Na to, jak wyglądasz na fotografii pośrednio wpływa światło. Kąt ustawienia aparatu.
Ogniskowa. Pozycja głowy. Ułożenie ramion. Odległość od obiektywu. Tło. Strój.
To co najbardziej wpływa na to jak będziesz się sobie podobać na zdjęciach wpływa
atmosfera na sesji i przed nią.
Wyobraź sobie zwykłą rozmowę przy kawie. Nie zastanawiasz się wtedy, gdzie powinieneś
trzymać ręce. Nie analizujesz kąta ustawienia brody. Nie myślisz, czy Twój uśmiech wygląda
naturalnie. Po prostu rozmawiasz.
A teraz ktoś wyciąga aparat i mówi: „Patrz tutaj”.
Co się dzieje?
Nagle plecy robią się podejrzanie proste. Ramiona nieruchomieją. Uśmiech pojawia się
sekundę za wcześnie i zostaje na twarzy zdecydowanie za długo. Zaczynasz kontrolować
własne ciało.
I właśnie ta kontrola bardzo często odpowiada za zdjęcia, których później nie lubimy.
Dlatego podczas sesji wizerunkowej nie próbuję zrobić z Ciebie modela. Nie o to chodzi.
Moim zadaniem jest stworzenie takich warunków, żeby po kilku minutach człowiek przestał
zastanawiać się nad tym, że właśnie jest fotografowany. Dobra fotografia zaczyna się wtedy,
gdy zaczynasz czuć siebie. Nie musisz wyglądać idealnie. Musisz wyglądać wiarygodnie i
naturalnie.
W fotografii biznesowej ma to szczególne znaczenie. Zdjęcie na LinkedInie, stronie
internetowej czy w materiałach firmowych jest przecież częścią Twojej komunikacji. Ma
pokazywać osobę, którą klient rzeczywiście spotka podczas rozmowy.
Nie kogoś stworzonego wyłącznie na potrzeby sesji.
Najwięcej stresu znika, zanim jeszcze włączę aparat
Czy można przygotować się do sesji tak, żeby stres był mniejszy?
Oczywiście.
Nie polecam jednak spędzania wieczoru przed lustrem i ćwiczenia dziesięciu póz
znalezionych w Internecie. Efekt często jest odwrotny. Zamiast czuć się pewniej, zaczynasz
podczas zdjęć odtwarzać zapamiętane ustawienia.
A fotografia bardzo szybko pokazuje, kiedy coś robimy na siłę.
Najlepszym przygotowaniem do sesji jest świadomość tego, co będziemy robić i po co
powstają zdjęcia.
Dlatego przed fotografowaniem rozmawiamy. Takie proste ale dla mnie bardzo ważne.
Inaczej przygotuję sesję dla prawnika, który potrzebuje profesjonalnych portretów na stronę
kancelarii. Inaczej dla właściciela firmy technologicznej budującego markę osobistą. Jeszcze
inaczej dla eksperta, który regularnie publikuje na LinkedInie i potrzebuje dużej liczby
swobodnych zdjęć do komunikacji.
Cel wpływa na lokalizację, styl, światło, ubiór i sposób prowadzenia całej sesji. A kiedy
wiesz, co będziemy robić, znika część niepewności.
Duże znaczenie ma również ubranie. Nie chodzi o to, żeby założyć najbardziej elegancki
zestaw z szafy. Chodzi o ubrania, w których wyglądasz profesjonalnie, ale nadal czujesz się
jak Ty. Jeśli koszula ciągle się podwija, marynarka ogranicza ruch, a spodnie wymagają
poprawiania po każdej zmianie pozycji, będziesz o tym myśleć. A każda dodatkowa rzecz,
którą kontrolujesz podczas zdjęć, zwiększa napięcie.
Warto też powiedzieć fotografowi o swoich obawach.
Masz stronę twarzy, którą lubisz bardziej? Powiedz.
Nie przepadasz za szerokim uśmiechem? Powiedz.
Zdjęcia wykonywane wcześniej z określonego kąta zawsze Ci przeszkadzały? To również
cenna informacja.
Dobra sesja jest współpracą, a nie testem z pozowania.
Dlatego nie oczekuję od osoby przed aparatem gotowych rozwiązań. To ja obserwuję światło,
sylwetkę i mimikę. Podpowiadam. Koryguję. Pokazuję, co zrobić. Czasami zmieniam
ustawienie o kilka centymetrów.
Ty nie musisz zastanawiać się nad techniczną stroną zdjęcia.
Masz czuć się możliwie swobodnie.
Co zrobić, kiedy aparat jest już przed Tobą?
Najtrudniejsze bywają pierwsze minuty.
To normalne.
Dlatego nie traktuję pierwszych zdjęć jak finału sesji. To bardziej moment, w którym
oswajamy sytuację. Sprawdzamy ustawienie. Rozmawiamy. Robimy kilka prostych kadrów.
I tutaj pojawia się zasada, która potrafi zmienić naprawdę dużo.
Nie zastygaj i oddychaj.
Kiedy człowiek słyszy „zdjęcie”, jego pierwszym odruchem jest często zatrzymanie całego
ciała. Stopy nieruchomo. Ręce przy tułowiu. Głowa prosto. Uśmiech.
Trochę jak do zdjęcia klasowego.
W wizerunkowym portrecie zwykle lepiej działa coś zupełnie innego.
Przeniesienie ciężaru ciała na jedną nogę. Delikatne ustawienie sylwetki pod kątem.
Minimalne opuszczenie jednego ramienia. Ruch głowy pomiędzy kolejnymi ujęciami.
Nie są to wielkie zmiany. Czasami różnica pomiędzy sztywnym a naturalnym portretem
wynosi kilka centymetrów.
Ruch pomaga również rozładować napięcie. Możesz przejść kilka kroków, odwrócić się,
poprawić rękaw albo marynarkę. Przy sesji w miejscu pracy możesz usiąść przy biurku, wziąć
dokumenty, otworzyć laptop.
Nagle ręce przestają być problemem, bo mają konkretne zadanie.
A skoro o rękach mowa.
„Co mam zrobić z dłońmi?” prawdopodobnie znajduje się w pierwszej trójce pytań
zadawanych podczas sesji biznesowych.
Odpowiedź jest prosta – dajmy im coś naturalnego do zrobienia.
Dłoń może znaleźć się częściowo w kieszeni. Możesz poprawić zegarek. Przytrzymać
okulary. Dotknąć klapy marynarki. Oprzeć rękę o krzesło lub blat. Jeżeli wykonujemy
bardziej lifestylowe kadry, możesz trzymać telefon, kubek albo przedmiot związany z Twoją
pracą.
Nie chodzi o rekwizyty dla samych rekwizytów. Chodzi o stworzenie sytuacji, w której ciało
zachowuje się naturalniej.
To samo dotyczy wzroku.
Nie musisz cały czas patrzeć prosto w obiektyw.
Czasem znacznie lepszy efekt daje spojrzenie w bok, krótkie opuszczenie wzroku i powrót do
aparatu dopiero na mój sygnał. Dzięki temu oczy nie wyglądają tak, jakby od trzydziestu
sekund próbowały intensywnie obserwować niewielki punkt pośrodku obiektywu.
Warto też pamiętać o szczęce. Stres sprawia, że wiele osób nieświadomie zaciska zęby. Dolna
część twarzy staje się wtedy napięta. Wystarczy spokojny wydech, rozluźnienie ust i delikatne
rozdzielenie zębów.
Proste?
Bardzo.
Ale właśnie z takich drobiazgów powstaje naturalny portret.
Dobry fotograf nie mówi tylko „stań tutaj i się uśmiechnij”
Moim zdaniem jedna z najważniejszych rzeczy podczas profesjonalnej sesji zdjęciowej
dzieje się poza kadrem.
To komunikacja.
Aparat, obiektyw i lampy są narzędziami. Można mieć świetny sprzęt i doskonale znać
technikę, ale jeśli osoba fotografowana przez godzinę zastanawia się, czy dobrze stoi, trudno
oczekiwać naturalnego efektu.
Dlatego na sesji trzeba trochę rozmawiać.
Czasami celowo odwracam uwagę od fotografowania. Zadaję pytanie. Proszę o ruch.
Zmieniamy miejsce. Robimy zdjęcie podczas przejścia pomiędzy jednym ustawieniem a
drugim.
I właśnie wtedy często pojawiają się najlepsze kadry.
Dlaczego?
Bo przez moment zapominasz o aparacie.
Podobnie działa śmiech. Jeśli naturalny uśmiech nie chce się pojawić, można zrobić coś
pozornie absurdalnego i spróbować zaśmiać się specjalnie. Pierwsza sekunda
prawdopodobnie będzie wyglądała sztucznie. Ale bardzo często po niej przychodzi już
prawdziwy śmiech.
Fotograf musi tylko wiedzieć, kiedy nacisnąć spust migawki.
Właśnie tak podchodzę do fotografii biznesowej, wizerunkowej i reklamowej. Na sesji nie
zostawiam klienta z poleceniem „teraz coś zapozuj”. Prowadzę przez kolejne ustawienia i
pilnuję tego, co po mojej stronie.
Światła. Kadru. Perspektywy. Sylwetki. Mimiki.
Ty nie musisz wiedzieć, jak pozować.
To jedna z najważniejszych rzeczy, które warto wiedzieć przed pierwszą profesjonalną sesją.
Najlepsze zdjęcie powstaje wtedy, gdy nadal jesteś sobą
Stres przed obiektywem nie znika dlatego, że pewnego dnia odkrywasz w sobie talent do
pozowania. Znika wtedy, kiedy przestajesz traktować sesję jak egzamin.
Nie ma jednej pozy, którą trzeba zapamiętać. Nie istnieje uniwersalny „lepszy profil”. Nie
musisz również przez godzinę kontrolować uśmiechu.
Potrzebujesz fotografa, który potrafi zobaczyć, w jakim świetle, ustawieniu i momencie
wyglądasz naturalnie, a później stworzyć warunki, w których takich momentów będzie jak
najwięcej.
To dlatego hasło „nie jestem fotogeniczny” nie robi na mnie większego wrażenia.
Słyszałem je wiele razy.
I wiele razy po sesji przestawało być aktualne.
Jeśli potrzebujesz zdjęć biznesowych lub wizerunkowych, ale od dawna odkładasz sesję
właśnie dlatego, że nie czujesz się dobrze przed aparatem, zacznijmy od rozmowy. Bez
zobowiązania do perfekcyjnego pozowania i bez założenia, że musisz wiedzieć, co zrobić
z każdą częścią ciała.
Na sesji to ja ogarniam światło, kadry i klimat. Prowadzę Cię krok po kroku.
Ty masz jedno zadanie.
Nie próbuj być fotogeniczny. Po prostu daj sobie chwilę, żeby przestać myśleć o
aparacie.
Resztą zajmę się po drugiej stronie obiektywu.

